Techniki wibracyjne – powrót do łask?

Chciałbym dzisiaj podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami związanymi z używaniem technik wibracyjnych w masażu. Przyznam szczerze, że niedługo po zakończeniu nauki masażu klasycznego na długo odstawiłem wibrację do przysłowiowego lamusa. Jestem pewien, że każdy na początku uznał tę technikę za trudną w wykonaniu, bądź bardzo męczącą na większych obszarach ciała. Obserwując pracę kolegów po fachu zauważyłem, że nie tylko ja pożegnałem się z tym narzędziem na rzecz innych technik manualnych.

Po kilku latach, analizując artykuły naukowe dotyczące tkanki łącznej i mechanoreceptorów (o czym już z resztą pisałem) ustanowiłem chwilowy traktat pokojowy z wibracją. Próbowałem, obserwowałem, analizowałem, próbowałem nadal. Po to, by ostatecznie przeprosić się już na stałe z tym ciekawym i pożytecznym narzędziem. Dlaczego? I kiedy warto ją stosować?

Dla tych z Was, którzy nie czytali wspomnianego artykułu bądź zawiodła ich pamięć, ciałka blaszkowate Paciniego, maleńkie receptory mieszczące się w gęstych tkankach miękkich odpowiadają za zwiększenie wrażliwości masowanej tkanki oraz zbieranie informacji czucia głębokiego w tym rejonie. Dlatego wibracja dobrze sprawdza się jako jedna z pierwszych technik w walce z bólem czy rozluźnianiu zbyt napiętych włókien mięśniowo-powięziowych, nawet jeśli jest wykonywana tylko chwilę.  Osobiście nie jestem zwolennikiem stosowania żadnych aparatów w tym celu. Trochę praktyki, a sami przekonacie się, że są one zupełnie zbędne. A zmęczenie nie będzie dawać się we znaki. Owocnej nauki i praktyki!

Maciej Duczyński

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!