Czy warto chodzić do fizjoterapeuty?

Młoda kobieta w wieku około 40 lat skarży się na bóle w obrębie klatki piersiowej, boli bardziej gdzieś z tyłu, choć sam ból jest ciężki do zlokalizowania. Boli ją podczas oddychania i wzmożonej pracy, np. przy noszeniu dziecka. Początkowo zaniedbuje problem, gdyż ból pojawia się sporadycznie, od czasu do czasu. Mija miesiąc, dwa, trzy w tym okresie częstotliwość i siła bólu narasta, teraz już można go łatwiej zlokalizować i przypisać do konkretnej struktury. Boli z tyłu po lewej stronie i trochę z przodu, jakby ból serca. Tego faktu nie można lekceważyć, ból serca to na tyle poważna sprawa, że owa kobieta postanawia wybrać się do lekarza pierwszego kontaktu. Ten ją bada i nie stwierdza żadnych problemów, jednak opis bólu w okolicy serca nakazuje odesłać kobietę do kardiologa. W nagrodę za swoją bezradność przepisuje leki przeciwbólowe. Po tygodniu oczekiwania, co i tak jest zaskakującym tempem w polskiej służbie zdrowia, kobieta trafia do kardiologa. Niestety, albo i na szczęście, w badaniu EKG serce okazuje się zdrowe. Dalej nie wiadomo, co dolega kobiecie od ponad trzech miesięcy. Czas mija i dochodzą kolejne objawy, ból nasila się coraz bardziej i zwiększa swoją powierzchnię, zaczyna boleć lewa pierś. Jest to niezwłoczny sygnał do zrobienia badania mammografii. Niestety, albo i na szczęście, kolejne badanie wyklucza problemy związane z piersią. Oczywiście zarówno negatywny wyniki EKG, jak i mammografii. To cudowne wiadomości, w końcu problemy z sercem i nowotwór piersi, to choroby jakich nikt nikomu nie życzy. Mija kolejny miesiąc, ból jest na tyle uciążliwy, że kobieta postanawia poskarżyć się na swoje dolegliwości bliskiej przyjaciółce, której kiedyś w podobny sposób pomógł zaprzyjaźniony fizjoterapeuta. Zmęczona życiem i chodzeniem do specjalistów, kobieta postanawia wybrać się do poleconego terapeuty. Długi wywiad, rozmowa, badania, dotykania, planowanie terapii i po niecałej godzinie ból zmniejsza się o ponad połowę. Szok... Kobieta żałuje, że nie zrobiła tego ponad cztery miesiące temu. Fizjoterapeuta, który posługuje się terapią manualną, oznajmia, że problem dotyczył środkowej części kręgosłupa, a dokładnie zablokowanie jednego segmentu, czyli dwóch sąsiadujących ze sobą kręgów. Sam problem rozpoczął się przez źle dobrany biustonosz, który ograniczał ruchy właśnie w miejscu zapięcia. Z racji tego, że problem trwał bardzo długo i organizm na drodze kompensacji próbował z nim sam sobie poradzić (co do końca niestety się nie udało), fizjoterapeuta proponuje kolejne dwie sesje, aby problem zlikwidować i zrobić tak, żeby nie wrócił ponownie.

A gdyby nasza dzisiejsza bohaterka poszła od razu do fizjoterapeuty? Prawdopodobnie efekt byłby dużo lepszy. Owa Pani zaoszczędziłaby dużo czasu i sporo nerwów, a także nie narażałaby się na stres, który prawdopodobnie towarzyszył podczas bólu. Prawdopodobnie oszczędziłaby również swoją wątrobę, w końcu to ona metabolizowała leki, które niemal pochłaniała przez ostatnie tygodnie. Pozytywów wcześniejszej wizyty u fizjoterapeuty, jeszcze przed wizytami u lekarzy może być dużo, dużo więcej, włączając zachowanie zdrowych relacji w domu. Na pewno każdy z nas wie, jak zachowują się ludzie, którym niewiadomy ból towarzyszy na co dzień. Nasza bohaterka zaoszczędziłaby również trochę pieniędzy, w końcu nie musiałaby płacić za prywatnie wykonaną mammografię, za przejazdy do lekarzy, a dodatkowo jest szansa, że wprawny fizjoterapeuta załatwiłby problem podczas jednej wizyty, o ile problem byłby kilku, maksymalnie kilkunastodniowy.

Zawsze zastanawiam się, co kieruje ludźmi, którzy z bólem barku, karku, kręgosłupa i innych elementów narządu ruchu idą do lekarza rodzinnego, który jedynie co może zrobić to wypisać lek, bądź odesłać do ortopedy. Być może pomysł z pójściem do lekarza rodzinnego nie byłby taki głupi, w końcu mógłby odesłać nas do ortopedy. Oczywiście byłby taki jeżeli lekarz ortopeda byłby specjalistą z zakresu badania ortopedycznego i  funkcjonalnego, który posiłkując się wywiadem oraz badaniami obrazowymi takimi jak RTG, USG, czy ultrapopularny rezonans magnetyczny, potrafi zdiagnozować i wyleczyć manualnie, bądź wysłać do odpowiedniego specjalisty. Niestety lekarze wyżej wymienionych specjalizacji kompletnie nie są zainteresowani skutecznym leczeniem. Najczęściej to aroganci i pierdoły wypisujące recepty na leki przeciwbólowe i kwalifikujący pacjentów na niepotrzebne zabiegi operacyjne, narażając ich na częste powikłania i jak bumerang wracające problemy, które rzekomo wyleczyli podczas operacji. Myślę, że spokojnie na palcach obu rąk można wyliczyć lekarzy, specjalistów od medycyny manualnej i mistrzów skalpela, którzy leki przepisują jako środek wspomagający. Ich głównym narzędziem pracy są ręce i perfekcyjne techniki leczenia, a tną tylko wtedy kiedy trzeba, bo i takie sytuacje oczywiście mają miejsce. Niestety kolejki do nich są tak długie, że w zdecydowanej większości przypadają wcześniej wspomniane pierdoły lekarskie, których wiedza na temat zabiegów leczniczych zatrzymała się jakieś 30 lat temu i którzy uznają jedynie nieskuteczne zabiegi z zakresu fizykoterapii (lasery, prądy i takie tam).

Wracając jednak do głównego tematu i roli fizjoterapeuty we współczesnym świecie, widzę go jako pewnego rodzaju pośredniaka, choć bardziej pasuje tu zwrot zasłyszany na jednym z kursów terapii manualnej - zwrotnica. Sprawa jest bardzo prosta. Mamy panią, której dokucza ból. Owa Pani ze swoim problemem wybiera się do fizjoterapeuty, który wykorzystując swoją wiedzę bada i ocenia pacjenta, a następnie podejmuje decyzje. Leczę, bo potrafię, bądź nie leczę i wysyłam do lekarza, który leczy, bo potrafi, bądź wysyła na badania dodatkowe. Rozwiązanie to jest o tyle rewolucyjne, gdyż większość schorzeń, jakie nas dotyczą, to zwykłe przeciążenia i urazy związane ze złym eksploatowaniem własnego ciała, nieznajomość ergonomii, zbyt mało ruchu, bądź jeżeli jakiś ruch występuje, to zła technika wykonywania ćwiczeń. Są to urazy, z którymi większość fizjoterapeutów spokojnie sobie radzi (a przynajmniej mam taką nadzieję) i co jest bardzo przykre - większość lekarzy sobie kompletnie nie radzi, bądź radzić nie chce.

Mam nadzieję, że swoim pierwszym tak długim wpisem zachęciłem potencjalnych pacjentów do częstszego odwiedzania gabinetów fizjoterapeutycznych, bo taki był zamysł. Chętnie dowiem się również jakie są wasze opinie na ten temat? Być może spotkaliście się kiedyś z czymś podobnym i macie podobne przemyślenia. Bądź, co może być ciekawe nie zgadzacie się ze mną. Chętnie podyskutuję. Piszcie w komentarzach co myślicie.

PS. Nie wspomniałem, że opisywana Pani była moją pacjentką. W sumie to miałem dwa bardzo podobne przypadki, niemal identyczne, stąd mogłem opisać problem.

Patryk Sobotka

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!