Kompleks masażysty – technik technikiem, ale co dalej?

Dzisiaj temat niewygodny i uwierający jak buty po młodszym bracie.  Jak to jest, że znaczna część, ba, nawet większość masażystów praktycznie od razu po skończeniu szkoły masażu składa dokumenty na studia z fizjoterapii? Czy fizjoterapeuta ma coś, czego brakuje masażyście? Czy fizjoterapeuta to lepsza, lepiej przygotowana wersja masażysty? Ile w tym prawdy, ile marketingu, a ile kompleksów? Mogę z czystym sumieniem podjąć temat, bo sam przeszedłem podobną drogę. O tym, czy było warto i co mi to dało, napiszę nieco dalej.

Po co masażysta podejmuje studia licencjackie z fizjoterapii? Po pierwsze zauważyłem już kilka powtarzających się motywów. Po pierwsze, w studium masażu często uczy fizjoterapeuta. Nie byłoby to może takie dziwne, bo od wykładowcy system wymaga posiadania wyższego wykształcenia w danym kierunku, a studiów z masażu u nas po prostu nie ma. Ale znaczna część tych fizjoterapeutów nie dość, że zna temat bardziej teoretycznie niż praktycznie, to jeszcze zasiewa w słuchaczach wątpliwość. Że tylko fizjoterapia sprawi, że będą dobrzy w tym, co chcą robić. Ja się dałem podpuścić w ten sposób, ponieważ i nauczyciele tak mówili i starsi koledzy.

Po drugie, młodego masażystę kusi chęć poszerzenia kompetencji. O ile elementy kinezyterapii
w praktyce masażysty mogę zrozumieć, tak szaleńczej potrzeby biegłego obliczania reobazy, moczenia gazy pod TENS i pstrykania laserem z zapałem młodego Skywalkera jakoś nie mogę przetrawić. Nie miejcie złudzeń, studia z fizjoterapii nie uczynią z Was lepszych praktyków masażu. Godzin zajęć masażu samego w sobie jest śmiesznie mało. Wynudzicie się, ucząc się od nowa w trybie ekspresowym głaskania, rozcierania i ugniatania. Bez nowości.

No i po trzecie, prestiż i łatwość znalezienia pracy w zawodzie. Oczywiście absurd, niestety każdy po ukończeniu studiów zderza się z rzeczywistością i zaczyna rozumieć. Że z pracą jest tak samo jak było. Tytuł fizjoterapeuty nie znaczy tyle, co lekarski. A dyplomu z wyróżnieniem nikt poza bliską rodziną nie ma ochoty oglądać.

Teraz możecie przestać pukać się w głowę. Nie piszę tego, by zniechęcić Was do dalszej nauki. Dużo osób podejmuje studia z czystej chęci zdobywania wiedzy i w trosce o lepszą przyszłość. Kompleksy
z tytułu bycia „tylko” masażystą są bezpodstawne. Kończąc dwuletnie studium macie znacznie lepszą bazę wyjściową do manualnej pracy z klientem, niż po nawet pięciu latach fizjoterapii. Macie więcej kontaktu z ciałem. Zdążyliście więcej palpować i robicie to o wiele lepiej. Czy studia, które mają z masażem mało wspólnego sprawią, że będziecie lepszymi praktykami? Wątpię.

W takim razie, co z dalszą edukacją? Program technika nie jest i na pewno nigdy nie będzie idealny,
a każdy profesjonalista uczy się przez całe życie. Po pierwsze, zachęcam Was do jak najuważniejszego praktykowania w pełnym tego słowa znaczeniu. Po drugie, do spotykania się z innymi praktykami. Po trzecie i czwarte, do uczestnictwa w warsztatach i dobrych szkoleniach oraz regularnego otwierania atlasów anatomii i fachowej literatury.

Obiecałem też napisać, co mi osobiście dały studia fizjoterapii. Rozszerzyłem swoją praktykę o to, co chciałem robić i co dziś robię. Moją pasją jest neurologia i bez wiedzy ze studiów nie byłoby możliwe, bym to robił. Dzięki temu mogę też uczyć, co z resztą robię. Ale podtrzymuję swoje zdanie. Te pięć lat nauki akademickiej nie przyczyniło się do ulepszenia moich zdolności w masażu. Mam nadzieję, że to pomoże Wam podjąć właściwe dla Was decyzje i unikniecie pewnych rozczarowań. Chcesz studiować? Śmiało, wiedz, co to da. Nie chcesz? Oczywiście, tylko wykorzystaj dobrze swój czas na rozwój. Cokolwiek zrobisz, będzie to tylko Twoja decyzja i ma się ona przysłużyć Twoim celom.

Pozdrawiam, Maciek

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!