Goniometr - diagnostyczne narzędzie fizjoterapeuty. Serio?

Goniometr, ten przyrząd zna każdy szanujący się student fizjoterapii i fizjoterapeuta pracujący indywidualnie z pacjentem, a przynajmniej tak mówią wykładowcy, którzy zarzekają się, że na co dzień praktykują i „leczą” pacjentów. Jednak do tego wrócimy za chwilę.

Bez względu na to czy jesteś pracowity i chodzisz na wszystkie zajęcia, czy jesteś jedynie od czasu do czasu, to o goniometrze dowiesz się sporo. Tematy związane z nim są katowane tak długo, że ciężko nie umieć posługiwać się perfekcyjnie goniometrem od razu po zakończeniu studiów licencjackich. W sumie to dziwne, że do tej pory na studiach licencjackich nie wyodrębniono przedmiotu, który skupiałby się jedynie na pomiarach kątowych stawów (tu używa się goniometru), a także pomiarów linijnych kości (tu używamy centymetra krawieckiego), oraz pomiarów obwodowych (i tu również centymetr w roli głównej). Oczywiście przedmiot ten z racji olbrzymiej ilości godzin stałby na równi z anatomią, a wszyscy którzy go uczą, podkreślali jak ważne jest prawidłowe posługiwanie się goniometrem i centymetrem w praktyce fizjoterapeutycznej.

Teraz wytłumaczę Wam czym jest główny bohater dzisiejszego wpisu, czyli goniometr. Być może jesteś na pierwszym roku fizjoterapii, bądź dopiero rozmyślasz o fizjostudiach, albo po prostu z jakiś względów nigdy nie słyszałeś o takim ustrojstwie jak goniometr. Otóż goniometr to dość drogie (jak na coś takiego) połączenie kątomierza i linijki, dzięki któremu jesteś w stanie zmierzyć zakres ruchu w stawach badanej osoby. Wystarczy, że środek kątomierza przyłożysz do osi obrotu w stawie. Ramię nieruchome znajdzie się wzdłuż nieruchomej części stawu i najczęściej jest to kość położona proksymalnie, a ramię ruchome „powędruje” za ruchomą częścią stawu. Dzięki temu jesteś w stanie zbadać zakres ruchu pacjenta w stopniach i na bieżąco monitorować postępy terapii - tak mówi teoria.

Na kątowe badanie stawów na moich studiach poświęciliśmy kilka, jak nie kilkanaście godzin. Skrupulatnie mierzyliśmy każdy staw, a zakresów ruchów uczyliśmy się z dokładnością do jednego stopnia. W zależności od wieku pacjenta. No, bo przecież z upływem lat ubywa nam trochę ruchomości i delikatnie mówić pierniczejemy. Już podczas nauki pomiarów kątowych wielokrotnie pytałem się wykładowców czy naprawdę wykorzystują goniometr w swojej pracy i wszyscy powtarzali, że tak monitorują postępy terapii. Nie wiem dlaczego, ale jakoś ciężko było mi w to uwierzyć. Wydawało mi się, że te pięć stopni, których nie widać gołym okiem jakoś nie robią specjalnej różnicy pacjentowi. Nie wiem czy tylko ja tak miałem, ale czułem się jak debil mierząc pomiary pacjentów w szpitalu. Starałem się jednak uwierzyć w słowa nauczycieli i uczyłem się goniometru wierząc, ze będzie to istotna część mojej diagnostyki pacjentów.

Od momentu nauki pracy z goniometrem minęło (chyba) sześć lat, niestety nie pamiętam czy uczyłem się tego na drugim czy na trzecim semestrze. Od zakończenia studiów goniometru używałem kilka razy, a to wszystko dlatego, że było to jedno z badań podczas pisania pracy magisterskiej. Nigdy nie podszedłem do pacjenta z goniometrem z własnej nieprzymuszonej woli i wiem, że żaden skuteczny terapeuta nie używa tego w swojej praktyce. A jeżeli ktoś używa goniometru do monitorowania postępów terapii to oznacza, że jest tak diabelnie skuteczny, że nie widać tego gołym okiem, a goniometr jest tu potrzebny do wmawiania postępów pacjentowi.

Niestety posługiwanie się goniometrem to jedna z wielu niepotrzebnych umiejętności jaką nabywamy podczas studiów fizjoterapeutycznych. Oczywiście niepotrzebnych umiejętności i przestarzałej wiedzy jest trochę więcej i komu jak komu, ale czytelnikom Projekt Masaż nie muszę tego mówić. Myślę, że w tym temacie świetnie się rozumiemy.

Patryk Sobotka

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!