Dlaczego lepiej iść na kawę, niż na masaż?

Na początku chciałbym się Wam do czegoś przyznać. Napisanie tych kilku zdań o przewadze kawy nad masażem jest dla mnie nie lada wyzwaniem. Czuję się wewnętrznie rozdarty, bo choć uwielbiam masaż, nic nie jest w stanie powstrzymać mnie przed wypiciem kubka gorącego naparu każdego ranka. Brzęczenie roju maleńkich elementów ekspresu ciśnieniowego wprowadza mnie w doskonały nastrój, a unoszące się po chwili nad porcelanowym naczyniem wiry konwekcyjne wciągają w swoją otchłań resztki oparów snu z mojej głowy. Pierwszy łyk i ciemna jak grudniowa noc melasa spływa po języku w kierunku pierścienia gardłowego Waldeyera... Tak, teraz jestem gotowy, by podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami.

Przypuśćmy, że idziesz dziś do pracy na godzinę dwunastą. Wstajesz wcześnie i przygotowując śniadanie, odruchowo sięgasz po puszkę z kawą. Może udam się dziś na masaż, przechodzi Ci przez myśl i nieomal tracisz chęć na gorący napar. Ale jak uda Ci się przetrwać na korporacyjnym safari bez zastrzyku dodatkowej energii? Senior HR Manager ma charakter geparda, który pilnie obserwuje wszystkie antylopy w otwartej przestrzeni wielkiego biura. Dzięki kawie przyspieszysz na tyle, by nie dać się dogonić na spieczonej intrygami ziemi i prawdopodobnie Twój szef, jego szef i inni managerowie dadzą Ci święty spokój. Aż do jutra, oczywiście. Co by się mogło stać, jeśli zadecydujesz inaczej? Jeśli relaksacyjny masaż wprawi Cię w błogi stan, który utrzyma się tak długo, że jeszcze przez kilka dni będziesz czuć znaczne odprężenie, głowa stanie się lekka, nieznośny ciężar z brzucha odpuści... Wystawiasz się na niebezpieczeństwo, prawda? Dylemat między zastrzykiem energii a miękką kołderką staje się dość poważny. Z drugiej strony przecież, masaż nie musi być wcale usypiający. Poza owianymi słowiańskimi legendami osiłkami zza wschodniej granicy potrafiącymi sprawić, że ujrzysz przed oczami wszystkie wizje piekła Bosha, są przecież dobrzy masażyści, którzy w delikatniejszy sposób odgonią od Ciebie wizję pierzyny.

A co z kosztami? Filiżanka dobrego espresso czy americano w kawiarni to wydatek raptem kilku złotych, za to masaż to już nieco poważniejsza inwestycja. W gabinecie masażu najczęściej wymienimy jeden banknot z wizerunkiem Jagiełły na godzinę przyjemności i pożytku. Rozpatrując to w ten sposób, kawa bezsprzecznie wygrywa. Za równowartość jednej wizyty u masażysty wypijemy tyle kawy, że nasz żołądek i układ współczulny będą nas błagać o litość. Czy o to jednak nam chodzi? Porównując jednak masaż nie do kawy, a kajzerek bądź ziemniaków... No cóż.

Na czym polega cały żart z kawą i masażem? Otóż działają one skrajnie różnie na nasz układ nerwowy. Podczas gdy kofeina zawarta w kawie "nakręci" Twój układ sympatyczny i przyczyni się do zakwaszenia organizmu, masaż wręcz przeciwnie - pomoże ukoić przysłowiowe skołatane nerwy i usunąć metabolity zalegające w tkankach. Rozstrzygając kwestię finalnie - czy lepsza jest kawa, czy masaż - mogę śmiało polecić umiar we wszystkim. Nie odmawiaj sobie kawy jeśli ją lubisz. Jednocześnie od czasu do czasu wstąp do pobliskiego gabinetu na masaż - Twoje ciało i umysł będą Ci bardzo wdzięczne.

Projekt Masaż - gabinet fizjoterapii i masażu

Pozdrawiam,

Maciej Duczyński

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!