Prawdopodobnie każdy, kto wykonuje, bądź korzysta z zabiegów masażu lub terapii manualnej nie raz słyszał, że kolejny dzień po sesji leczniczej, może nie być najlepszym dniem w jego życiu (kac jak nic). Dlaczego tak właściwie jest? Dlaczego niektórzy muszą odchorować swoje, by poczuć się znacznie lepiej, podczas gdy inni znają ten przykry skutek tylko z opowiadań?

Nie raz zastanawiałem się nad tą kwestią, będąc jeszcze praktykantem w przychodni, gdzie stawiałem swoje pierwsze zawodowe kroki. Z jednej strony bałem się wystraszyć pacjentów mówiąc im o pozornym pogorszeniu stanu zdrowia, a z drugiej zaś mogłem narazić się na nieprzyjemności, kiedy ktoś po moich działaniach faktycznie czuł się nie najlepiej. Oczywiście większość książek do masażu potraktowała temat dość płytko, nie oddając choćby części głębi zagadnienia. Wróćmy jednak do odpowiedzi na pytania z pierwszego akapitu.

Wzmożona praca układu krwionośnego odpowiada za część reakcji. Już w trakcie zabiegu rozgrzewającego tkanki, gwałtownie zmienia się nie tylko ciśnienie krwi, ale też jej objętość. Dociera bowiem do miejsc wcześniej gorzej zaopatrzonych w ten płyn na skutek zmiany stanu tkanki miękkiej – jej zagęszczenia, stanu skupienia oraz zaburzonego ślizgu w przedziałach międzymięśniowych. Pod wpływem działań terapeutycznych przywrócony zostaje fizjologiczny stan tkanki miękkiej, przy czym niestety uwięzione do tej pory produkty przemiany materii muszą znaleźć ujście właśnie w krwiobiegu. Z niego trafią do wątroby.

Ten narząd, poza nieustanną walką z alkoholem dostarczanym w okresach okołoweekendowych, zajmuje się też  neutralizacją innych toksyn. Zarządza mnóstwem enzymów i czynnych biologicznie substancji, z których do dziś naukowcy opisali zaledwie kilka procent. Ich niejasna natura nie pozwala na dokładnie stwierdzenie, jakie procesy uwalniamy jako terapeuci. Dodatkowo, wiele organizmów takich jak bakterie, wirusy, grzyby i cała masa żyjątek składających się na nasz mikrobiom, nie jest obojętna wobec naszych prób terapeutycznych.

Układ enteryczny zarządza znaczną częścią naszego ciała i nazywany jest naszym drugim mózgiem. Na szczęście o układzie nerwowym wiemy troszkę więcej. Niestety tylko troszkę, ponieważ odkąd człowiek pierwszy raz rozłupał czaszkę, ludzkość stara się zgłębić zasady działania tego niezwykłego komputera. Ważną częścią tego systemu jest układ autonomiczny – pracujący poza naszą świadomością. Jako, że jest dość samodzielnym układem, na który nasz świadomy wpływ jest stosunkowo niewielki, tytuł tego artykułu odnosi się do niego w stu procentach. Układ autonomiczny stara się utrzymać nasze życie we względnym bezpieczeństwie. Jeśli czujemy się zagrożeni, jego część współczulna nastraja nas w stan gotowości, zarządzając ogromną kaskadą wydzielania hormonów, zmniejszając próg pobudliwości tkanki nerwowej, hamując pracę układu trawienia. Podczas terapii ciało dość gwałtownie poddaje się drugiemu układowi, co jest w znacznym stopniu zmuszeniem układu autonomicznego do zmiany wbrew jego woli. Takie działanie również może spotkać się z silną reakcją organizmu na drugi dzień po terapii. Jeśli dołożymy do tego silne pobudzenie mechanorecepcyjne, otrzymujemy naprawdę spory bałagan, z którym ciało musi sobie poradzić. Lepiej lub gorzej.

Oczywiście nie jest to wszystko. Na nasze działania w gabinetach reaguje dosłownie każdy układ naszego ciała, uwalniając wiele procesów, o których nie wiemy zgoła nic. Wiedząc jednak choćby tyle, powinniśmy nabrać pokory. Czy to my jako terapeuci jesteśmy tak wspaniali, czy to jednak mądrość ciała sprawia, że człowiek zaczyna wracać do zdrowia?

Maciej Duczyński

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!