Czy można rozchorować się z miłości?

Na wstępie muszę Cię uspokoić. Jeśli prowadzisz szczęśliwe życie w ułożonym związku, to dyskwalifikuję miłość, jako przyczynę Twojej choroby. Kiedy tak silne, pierwotnie pozytywne uczucie staje się niebezpieczne dla naszego własnego i cudzego zdrowia? Postaram się przybliżyć Ci ten temat w sposób możliwie strukturalny, żeby nie powiedzieć, chemiczny sposób.

Jak wspomniałem, miłość jako z natury pozytywne zjawisko nie przyprawia nikogo o złe samopoczucie. Jednak problemy wewnątrz związku, zranione uczucia i uczucie silnej, patologicznej wręcz zazdrości, jako zbiór negatywnych emocji, niekorzystnie odbija się przede wszystkim na naszym układzie hormonalnym. Ogromne ilości kortyzolu, nie bez kozery określanego hormonem stresu, doprowadzają do zaburzenia delikatnej równowagi naszego organizmu. Co dokładnie się zaczyna dziać?

Kortyzol sam w sobie jest bardzo ważnym hormonem, którego właściwy poziom reguluje poziom soli w organizmie, działa przeciwzapalnie, a także przy zwiększonym jego stężeniu w sytuacji stresowej, uwalnia glukozę do krwi. Jednak duże ilości kortyzolu permanentnie utrzymujące się w naszym układzie krążenia, prowadzą do objawów takich jak: zmiany skórne, pojawienie się rozstępów i trądziku, a nawet do insulinooporności. Nie wygląda to jednak na typową grypę, na którą skarżą się osoby, które niedawno przechodziły silny stres, na przykład: podczas sesji egzaminacyjnej na studiach; podczas nieprzyjemnej sytuacji w miejscu pracy, bądź wtedy, kiedy „złamano im serce”. Wiesz o czym mówię? Na pewno tak. Prawdopodobnie nie cierpisz na wymienione wyżej objawy, zatem duża ilość kortyzolu musi mieć swoje negatywne skutki nawet, jeśli nie trwa to zbyt długo. I tak właśnie jest. Do takich objawów należą na przykład bezsenność i obniżenie zdolności naszego układu immunologicznego do prawidłowej pracy (stąd znacznie większe ryzyko złapania garści patogenów). Jeśli dołożymy do tej czysto chemicznej mieszanki, głupie (inaczej się tego nie da nazwać!) decyzje, które podejmujemy w stresie, bądź cierpiąc z powodu złamanego serca, to te kilka dni w łóżku, używając chusteczek raz do wycierania oczu z łez, a raz do kapiącego nosa mamy, jak w banku. Musisz przyznać, że brzmi to co najmniej znajomo.

Jeśli myślisz, że dam Ci teraz złotą receptę na to, jak się od takich efektów ustrzec, to Cię rozczaruję. Oczywiście możesz uprzednio zadbać o swoje zdrowie wzmacniając układ odpornościowy (o czym pisałem w artykule o mikrobiomie). Możesz także praktykować dobre relacje z otoczeniem i przede wszystkim z samym sobą. Jednak zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku, nie jesteśmy w stanie uniknąć samej przyczyny całego zamieszania – stresu. Zjawisko to prędzej, czy później doprowadza nas do błędnych decyzji, czy popycha w ramiona infekcji. Jedyne, co możemy z nim zrobić, to nauczyć się (w możliwie bezbolesny dla nas sposób) radzić sobie z nim. Jeśli jeszcze nie czytałeś „Relaks i hobby to nie to samo!”, to jest to właściwy moment, by to zrobić.

Pozdrawiam ciepło,

Maciej Duczyński

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!