Rozmyślając nad tym o czym mógłby być ten wpis, w głowie skanowałem ostatnie sytuacje związane z wizytami pacjentów, które towarzyszą mi w tym letnim okresie. Szukałem wspólnego mianownika i nagle eureka! Wywiad z pacjentem, święty graal fizjoterapii, coś co w 50% ułatwia skuteczną terapię, czyniąc ją jeszcze dokładniejszą i efektywną.  W szeregu zadawanych pytań jest jedno, które sprawia ludziom przychodzącym do gabinetu szczególny problem. Czy kiedykolwiek przechodził pan/pani jakiś zabieg operacyjny, lub miał w przeszłości jakiekolwiek urazy? W myśl zasady: everybody lies, jak to mawiał dr Grzegorz Dom, trzeba zawsze pacjentom mocno to pytanie doprecyzować. Na ogół nie uznają złamanego w dzieciństwie palca za ważny terapeutycznie fakt, a usunięcie znamienia, pieprzyka lub blizna po operacji wyrostka to już w ogóle pikuś. I nad tym ostatnim chciałbym się mocniej pochylić. Blizna, każdy terapeuta wie, że jej obecność jest ważnym elementem terapii i wymaga skutecznego opracowania, gdyż nawet ta najmniejsza potrafi zrobić spory bałagan w organizmie, a czasem być głównym przyczynkiem do dolegliwości, które zmuszają naszych pacjentów do wizyty. Poniżej opowiem Wam o trójce pacjentów. Spokojnie drogi czytelniku, nie znajdziesz tu swojego imienia, co najwyżej pewne wspólne mianowniki.



Pacjent numer jeden


„Drogi panie terapeuto, mnie to całe życie nic nie doskwiera, nie to co wam młodym, ja to nigdy nie chorowałam”. Tymi czułymi słowami przywitała mnie moja 80-letnia pacjentka uskarżająca się jedynie na duże wzdęcia i delikatny ból kręgosłupa.  Z wywiadu wynikało, że pani jest okazem zdrowia, odżywia się właściwie, dużo spaceruje, a jedyny kontakt z lekarzem miała podczas operacji usunięcia wyrostka, ale to przecież zabieg, nie operacja i dodatkowo w wieku lat 12. W badaniu palpacyjnym blizna okazała się bardzo mało ruchoma i dodatkowo mocno posklejana z otaczającymi ją tkankami. Dziesięciominutowa terapia uelastyczniła i rozruszała dany obszar, a wszystko zostało jeszcze wsparte dodatkową pracą w okolicach jamy brzusznej. Efekt był taki, że tydzień później dostałem smsa, że po około 30 latach mojej pacjentce dolegliwości bólowe ustąpiły, jak i większość problemów gastrycznych. 

Wniosek: Blizna nie ma terminu ważności.


Pacjent numer dwa


Młody facet w sile wieku, pracuje w dobrze płatnym zawodzie, aktywny, uprawia dużo sportu, zdrowo się odżywia. Zdrowy jak ryba, gdyby nie lekki dyskomfort bólowy w okolicy odcinka lędźwiowego ograniczajacy osiągi w ulubionym sporcie. Na podstawie wywiadu okazało się, że przyszedł do mnie w pełni sprawny i zdrowy człowiek, gdzie więc tkwił haczyk? Po raz kolejny nieszczęsna blizna po wyrostku. Przyłożenie bańki, kilka mobilizacji, zwiększenie zakresu ruchu po kilku banalnych technikach. Po godzinnej terapii skupiającej się też na innych okolicach ciała, pacjent zapomniał o jakimkolwiek dyskomforcie, a rekordy na siłowni szybko zostały mocno wyśrubowane.

Wniosek: Nie ma nic nieznaczących blizn.



Pacjent numer trzy


Problem odcinka lędziwowego, ból lewego barku, niby oczywista oczywistość, plan w głowie na terapię ułożony. W wywiadzie lekko na siłę wyciągnięta informacja o złamanej w dzieciństwie nodze. Niby nic, ale blizna w okolicach piszczeli dosyć duża i niezbyt ruchoma. Ograniczenie ruchu prawej stopy, sztywne tkanki po przedniej stronie podudzia, sztywna lewa strona miednicy i do tego ból barku. W ruch poszły piny, bańka oraz miód. Po 20 minutach pracy na bliźnie miednica i wszystkie tkanki prawej nogi stały się bardziej mobilne, bark delikatnie rozmiękł i przestał sprawiać problemy. Reszta terapii to już była formalność.

Wniosek: Blizna powoduje problemy nie tylko tam, gdzie się znajduje.



Każda z tych historii ma wspólny mianownik, kluczowa okazała się praca ze strukturą, która w oczach pacjenta nie mogła mieć nic wspólnego z problemem, z którym przyszedł.  Nie ma nic nieznaczących kontuzji, nie ma nic nieznaczących zabiegów. Pacjent jak i terapeuta muszą być ze sobą w 100% szczerzy, dzięki czemu współpraca będzie dużo łatwiejsza, a efekt terapeutyczny o niebo lepszy. Nie ma nieważnych szczegółów, nie ma nic nieznaczących detali, każda informacja może okazać się na wagę złota. Dlatego dbajmy o jak najlepszy kontakt z pacjentami i bądźmy dociekliwi w wywiadzie, bo nigdy nie wiadomo co może okazać się świadkiem koronnym w procesie terapeutycznym.

A jak wyglądają wasze doświadczenia w pracy z blizną? Pochwalcie się swoimi sukcesami! A Ty drogi pacjencie pamiętaj, aby nie zapomnieć o żadnym najmniejszym szczególiku, dobra terapia to nasz wspólny sukces, czyż nie?


Pozdrawiam,

Patryk Wąsowski

 

 

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!