Testy diagnostyczne w fizjoterapii – fakty vs bajki  

Każdego z nas to kiedyś spotkało. A w najgorszym razie, dopiero spotka. Przychodzi taki czas, kiedy przed naszymi oczami pojawia się książka wypełniona po same brzegi testami klinicznymi. Początkowa fascynacja rodem z dr House’a prędko przeradza się w zgrozę, płacz i zgrzytanie zębów, kiedy zaczynają nam mylić się nazwy autorów testu, rodzaje pomiarów, ilości centymetrów lub wartości kątowe. Niezbyt opasły i niewinny niczemu – bo wszak papier wszystko przyjmie – tomik ląduje w napadzie furii na pobliskiej ścianie. Chyba, że jesteście nieco bardziej flegmatyczni niż ja, wtedy z głośnym wydechem odkładacie tomiszcze na półkę, zerkając na nie z mieszaniną lęku i wrogości. W końcu trzeba się będzie jednak tego nauczyć, prawda? Prawda i nieprawda. Oczywiście z jednej strony nie mamy wyboru, bo od tego zależy co znajdzie się w naszym indeksie i czy będzie nam dane kontynuować swoją przygodę ze studiami. Natomiast nieprawda, jeśli mówimy już o praktyce gabinetowej. Ja do nauki testów podszedłem niezwykle ambitnie. Aż za bardzo... Uwielbiałem wszystko, co związane z diagnostyką. Chcąc być jak wspomniany dr House (albo dr Oetker) wkuwałem test za testem, by odkryć coś niesamowitego.


Pewnego dnia przyjąłem w gabinecie panią cierpiącą od niedawna na bóle kolan po niezbyt przemyślanej jeździe na zbyt małym rowerze. Tak po prawdzie, to dziecięcym, nic też dziwnego, że po kilku kilometrach jazdy (też nie wierzyłem!) coś mogło pójść nie tak. Kryjąc uśmiech i siląc się na powagę wykonałem kilka testów, by… nie być do końca pewnym, czy też pechowa kolarka ma uszkodzone obie łąkotki czy też zwyczajnie zerwane więzadła! Z pewnym niepokojem zapewniłem panią, że sprawa może być dość poważna, niemniej jednak spróbujemy leczenia manualnego. Z jednej strony wyniki testów były pozytywne, z drugiej jednak logika podpowiadała, że co jak co, ale to mało prawdopodobny scenariusz. Po połowie trwania wizyty i zaleceniu dalszego postępowania poprosiłem, by wykonała badanie USG jeśli w przeciągu kilku dni ból nie minie. Po dwóch dniach dostałem wiadomość, że po dolegliwościach ani śladu. Tyle w temacie.

Czy to znaczy, że mamy nie robić żadnych badań a testy kliniczne odłożyć na półkę z Harrym Potterem? Nic bardziej mylnego! Testy są ogromnie ważne i należy je znać. Cała zabawa polega na tym, by wiedzieć które. I kiedy właściwie ich używać. Tutaj z pomocą przychodzą wyszukiwarki medyczne takie jak PubMed czy PedRo. Ewentualnie wpisy takie jak ten albo filmy na naszym kanale youtube, gdzie pokazujemy te wartościowe testy wraz z ich parametrami!

Jak wybierać testy diagnostyczne?

Musimy zwrócić uwagę na dwa ważne parametry, jakimi są: czułość i specyficzność (swoistość) testu. Powinny one być na jak najwyższym poziomie, liczonym w procentach. Czułość testu to wskaźnik, jak dużo osób badanych faktycznie posiadających pewne schorzenie lub cechę ten test wykryje. Specyficzność natomiast określa procent osób zdrowych zostanie oznaczonych w teście właśnie jako zdrowe osoby, zatem pomaga nam uniknąć błędu postawienia diagnozy zaburzenia tam, gdzie tak naprawdę go nie ma. Niestety, takich testów o bardzo wysokiej czułości i specyficzności jest niewiele i nie każdą patologię można w ten sposób wykryć, zatem…

Mamy testy wzajemnie uzupełniające się!

Jeśli zastanawiało Was, czemu dla jednej jednostki chorobowej czy też patologii opisuje się wiele testów, odpowiedź jest prosta. Jeśli test ma przykładowo niską czułość, ale wysoką specyficzność, można użyć dodatkowego testu, który będzie charakteryzować wysoka czułość. Jeśli testy nadal są niejednoznaczne, należy pamiętać o tym, o czym i tak pamiętamy zawsze - o ogólnym stanie zdrowia, sytuacji, towarzyszących objawach i czynnikach ryzyka wystąpienia stanu o jaki podejrzewamy pacjenta. Testów nie wykonujemy też w pierwszej kolejności. Powinno się je robić dopiero, kiedy mamy dwie lub trzy hipotezy robocze i chcemy ustalić, która z nich jest najbardziej prawdopodobna. Zrobienie czegoś takiego jak w opisanej wyżej historii to zwykły babol, który może nas naprowadzić na błędne tory a pacjenta narazić na dodatkowe, niepotrzebne zabiegi czy koszty.

Testy bezpieczeństwa

Istnieją też testy, które należy robić zawsze przed wykonaniem jakiejś czynności. Przykładowo, przed zaserwowaniem pacjentowi manipulacji przejścia szyjno-potylicznego powinniśmy wykluczyć czynniki ryzyka i zbadać stabilność strukturalną tego segmentu. Tutaj wybór testów jest dość prosty, ponieważ są one dość znane i większość posiada umiarkowaną bądź wysoką wartość kliniczną. W razie wątpliwości nie wahaj się odesłać pacjenta na dodatkowe badania, w tym obrazowe!

Mam nadzieję, że ten wpis pomoże Wam szukać takich testów, które będą fajnie uzupełniać Wasz warsztat pracy. Zamiast uczyć się bezmyślnie całej książki na pamięć, lepiej jest znać pięć razy mniej testów, ale za to takie, które faktycznie będą przydatne i nie namieszają nam niepotrzebnie w procesie diagnostycznym. 

Pozdrawiam serdecznie,
Maciej Duczyński

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!