Tańczący z igłami, pinami i palcem trzecim. Czyli jak naprawiłem pewnego wspinacza.

Czasami do naszego gabinetu trafiają pacjenci prosto po wizycie u ortopedy. Od lekarza dowiadują się, że rokowanie nie są dobre. Otrzymują jedyne słuszne (jego zdaniem) rozwiązanie czyli operację. Gdybym za każdego pacjenta, który podobne zdanie usłyszał, dostawał złotówkę, to myślę, że uzbierałbym niezłą premię.

Nie inaczej sytuacja miała się z Łukaszem, który trafił do mnie na początku grudnia. Chłopak jest wielkim entuzjastą wspinaczki. Każdą wolną chwilę spędza na ściance wspinaczkowej, gdzie nabawił się kontuzji troczka trzeciego palca ręki. Badania obrazowe, które wykonał, jednoznacznie na to wskazywały. Lekarz jak to lekarz, zalecił pilnie operacje, nie biorąc pod uwagę innych rozwiązań tego problemu. Zabieg operacyjny wykluczyłoby Łukasza z uprawiania ukochanego sportu na długi czas, a on sam z racji wykonywanego zawodu (informatyk) miałby spore utrudnienia w pracy. Nie mogąc pogodzić się z decyzją lekarza, mój pacjent udał się do innego. On natomiast zalecił 4 miesiące odpoczynku, jednakże i takie rozwiązanie nie było czymś co chciał usłyszeć. Udał się więc do trzeciego specjalisty, który zalecił zastrzyki sterydowe, na które przystał…Niestety efekt był totalnie inny od zamierzonych. Poprawa 0% a przyjemności zero.

Łukasz na etapie wywiadu przyznał mi, że nie daje sobie dużych szans na powodzenie leczenia, ale usłyszał o nas od znajomej, więc stwierdził że skoro i tak ma iść pod nóż to czemu by nie spróbować. Jak się miało później okazać, jego pesymizm szybko przerodził się w entuzjazm.

Mój pacjent nie narzekał na jakiś przesadny ból, jedyne co mu przeszkadzało to duża sztywność palca, oraz niemożność zginania. Zacząłem od sprawdzenia zakresu ruchów, oraz wyszukałem najbardziej ograniczone struktury. Z racji wykonywanego zawodu jak i sportu, który uprawia Łukasz, przedramię było "mocno pospinane". Technikami masażu tkanek głębokich opracowałem całą długość przedramienia od nadgarstka aż po łokieć, następnie manualnie opracowałem całą rękę zarówno część dłoniową jak i grznietową. To wstępne „rozmiękczenie” tkanek było dobrą bazą do dalszej części terapii.

Technika zwarcia stawu śródręczno-paliczkowego z pinopresury.

Uznałem, że w tej sytuacji świetne będą techniki z pinopresury.  Odreagowałem głowę, przy użyciu pinów. Miało to za zadanie pobudzić reprezentacje korowe mózgu, a w szczególności obszary naczyniowe i ruchowe do lepszego ukrwienia, gojenia i przebudowy uszkodzonych obszarów ręki. Kolejnym, kluczowym krokiem było umieszczenie dosyć płasko, pod kątem ok 10 stopni, czterech igieł do suchego igłowania w ścięgno zginacza. Dwie od strony dłoniowej a kolejne dwie w centralnym punkcie zgięcia palca. Igły pozostały w palcu około 40 minut, co 10 min były dokręcane. Po ich usunięciu, zastosowałem techniki zwarć z pinpresury w miejscach największych ograniczeń i zgrubień, a następnie całość "zgradowałem"  i rozruszałem techniką "task" przy użyciu popularnego i lubianego metalowego ustrojstwa nazywanego katem. Celem było wzbudzenia mechanizmu histaminowego  oraz uzyskania lokalnego przekrwienia, tego obszaru.

Takie tam ze mną, pinamy i trzecim palcem.

Bezpośrednio po wizycie, palec był nieco obolały, ale zgięcie wyraźnie uległo poprawie. Na początku drugiej wizyty zakres ruchu poprawił się o mniej więcej 60%. Musieliśmy powalczyć o pozostałe 40%. Powtórzyliśmy zabieg, dokładnie według tego samego schematu, zgięcie było bliskie maksimum, dolegliwości bólowe ustąpiły całkowicie. Na trzeciej wizycie palec zginał się idealnie, a Łukasz za moją namową udał się na ściankę wspinaczkową, gdzie ku jego wielkiemu zdziwieniu nie odczuwał żadnego dyskomfortu. W międzyczasie udał się też do ortopedy, który nie mógł uwierzyć, że tego typu uraz mógł zostać naprawiony bez ingerencji skalpela. Ostatnio Łukasz był u mnie profilaktycznie, ręka nie doskwiera, wspina się nałogowo bez żadnych dolegliwości bólowych a czas podczas terapii umilaliśmy sobie rozmowami o planszówkach, których obydwaj jesteśmy dużymi fanami.

Pozdrwiam
Patryk Wąsowski


PS. Ten pacjent jest przestroga by nie godzić się łatwo z decyzjami lekarzy. Zastrzyki sterydowe są drogą opcją, a jak czas pokazuje, że często również totalnie nie opłacalną. Traci się czas i pieniądze, które można było zaoszczędzić, przychodząc z wizytą do fizjoterapeuty.


PS 2. Imię pacjenta oraz czas jest zmienione na rzecz opisu. Cała reszta bez zmian.

 

Podobne wpisy

Potrzebujesz pomocy specjalisty?

Pozwól nam pomóc sobie i swojemu ciału. Do zobaczenia!