Tymczasem w gabinecie #4 Operacja - czy zawsze jest konieczna?

Kilka tygodni temu zgłosiła się do mnie Pani z problemem bólu w odcinku szyjnym kręgosłupa promieniującym na tylną stronę ramienia. Pacjentka w wieku około 60 lat, z dość bogatą historią choroby. Głównym problemem, który zgłaszała był ból, który uniemożliwiał jej normalne funkcjonowanie, ponieważ obecny był podczas nawet niewielkiej aktywności oraz w spoczynku. Pierwsze objawy zaczęły się kilkanaście miesięcy temu. W tej historii nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to, że 5 tygodni temu Pani X przeszła operację odcinka szyjnego, ze stabilizacją na poziomie C6-C7. Miała ona na celu „wykluczenie” felernej przepukliny, która była widoczna na tym poziomie w obrazie MRI. Operacja zakończyła się sukcesem, przebiegła bez komplikacji, ale dolegliwości bólowych pozbawiła pacjentkę na… całe kilka dni. Piątego dnia wszystkie objawy wróciły.

Pacjentka trafiła do mnie w 6 tygodniu po operacji, będąc po serii blokad i zastrzyków mających na celu przyniesienie ulgi. Dalsze postępowanie lekarskie zakładało, przeprowadzenie kolejnej operacji, tym razem padło na stabilizację poziomu C4-C5, na którym znajdowała się kolejna przepuklina. Jednak Pani X nie zgodziła się na operację.

Na pierwszy rzut oka, można było podejrzewać, że problem bólu szyi nie do końca będzie ograniczał się tylko do tego odcinka. Postawa pacjentki była mocno kifotyczna, prawy bark w ogromnej protrakcji, z dużym napięciem w obrębie górnego otworu klatki piersiowej po prawej stronie. Wyprost i rotacja odcinka szyjnego były bardzo ograniczone, ale - o dziwo - żaden z tych ruchów nie prowokował objawów bólowych. W wywiadzie przeprowadzonym z pacjentką, wychwyciłem 2 rzeczy, które uznałem za bardzo istotne, które doprowadziły jej ciało do obecnego stanu. 30 lat temu zabieg wycięcia pęcherzyka żółciowego oraz 11 lat temu amputacja prawej piersi, z powodu nowotworu.

Prawa strona klatki piersiowej wykazywała bardzo dużą sztywność, więc swoją terapię postanowiłem zacząć od opracowania okolic obydwu blizn oraz przepony. Podczas pierwszej terapii nie dotykałem nawet odcinka szyjnego. Opracowanie obydwu blizn, uruchomienie przepony, mobilizacja żeber po prawej stronie oraz opracowanie bruzdy pomiędzy mięśniem naramiennym a piersiowym większym oraz mięśni pochyłych dały już bardzo dobry efekt. Zwiększyła się ruchomość odcinka szyjnego a postawa zaczęła wracać do „normy”. Przez dwie kolejne wizyty, opracowana została większość tkanek, w których można był znaleźć podwyższone napięcie tj. MOS, m. piersiowy mniejszy, dźwigacz łopatki, czworoboczny oraz praca nad zwiększeniem mobilności wątroby. Podczas opracowywania okolicy I żebra, udało się wywołać znajome dla pacjentki promieniowanie do ręki, za sprawą podrażnionego nadmierną kompresją zwoju gwiaździstego, zlokalizowanego na brzusznej stronie przejścia szyjno-piersiowego. Po 3 wizytach odbywających się z tygodniowymi przerwami, pacjentka określiła poprawę na 90%. Pozostałe 10 % dolegliwości, zlokalizowane były bardzo punktowo oraz wywoływane były tylko przez ruchy w końcowym ich zakresie, natomiast najważniejsze dla pacjentki było znaczne obniżenie odczuwania bólu.

Przypadek ten idealnie pokazuje, że operacja nie zawsze jest jedynym słusznym wyjściem, a wynik rezonansu magnetycznego bardzo często nie odpowiada objawom pacjenta. Najważniejsze jest to, aby na pacjenta patrzeć szerzej niż jego aktualne dolegliwości. Oni sami bardzo często potrafią nas nakierować na przyczynę problemu, trzeba tylko dokładnie ich wysłuchać.

Spotkaliście się z podobnymi przypadkami w swojej praktyce? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzu pod artykułem.

PS. A może borykasz się z podobnym problemem jak moja pacjentka? 

Pozdrawiam

Marcin Ciecierski

Podobne wpisy

9-09-2020

Celny strzał w kolano – skąd ten upiorny dźwięk i jak to naprawić?

24-24-2020

Terapia Czaszkowo-Krzyżowa

6-06-2020

Dołącz do grona świadomych terapeutów! Jest nas już 270.

26-26-2020

Nasz największy i najtrudniejszy projekt. Stań się jego częścią.