Terapia Nerwowo-Mięśniowa i Mercedes S-klasa, czyli o tym, jak my naprawdę funkcjonujemy

Rok temu moje auto nagle stanęło w trasie. Była to dla mnie zupełnie nowa sytuacja. Zadzwoniłem szybko do ubezpieczyciela, licząc na to, że moje ubezpieczenie obejmuje również assistance. Opowiedziałem pani na infolinii o tym, jaka przykra sytuacja mnie spotkała, ta uspokoiła mnie. Dowiedziałem się, że laweta zaraz przyjedzie. Okazało się również, że przysługuje mi auto zastępcze, także po kilku godzinach przyjechała do mnie nowiutka S-klasa, dokładnie brabus, auto za prawie milion złotych. Ruszyłem dalej w trasę, a od tamtego momentu podróż samochodem stała się nie tylko kwestią dojazdu, ale również przeżyciem obfitym w doznania estetyczne oraz zachwyt nad geniuszem konstruktorów tego auta. Oprócz nagłośnienia, które dla mnie, audiofila, było fenomenalne, przepięknego wnętrza wykończonego z dbałością o każdy detal, rozwiązań technologicznych, o których nigdy w życiu bym normalnie nie pomyślał, najbardziej spodobały mi się fotele.

Magia auta za bańkę

Przy każdym skręcie, kiedy tworzy się przeciążenie w którąś ze stron, fotel zaczyna niejako „pompować” boczek siedzenia, tak aby nasze ciało nie przechylało się w żadnym kierunku. Jeśli nie było Ci dane przejechać się takim samochodem, to ta funkcja może wydawać Ci się bez sensu. Też bym tak pomyślał. Jednak gdy raz doświadczysz sytuacji, w której fotel Cię niejako obejmuje, to ciężko wyrzucić to z głowy.

Rozglądając się po tym samochodzie, widząc, że wszystkie elementy naszpikowane elektroniką i czujnikami są zależne od siebie, zacząłem myśleć o serwisie tego samochodu. Podgrzewane podłokietniki, które wykrywają, czy spoczywa na nich łokieć, czy też nie. Wcześniej wspomniane siedzenia, które dostosowują swoją pracę do tak wielu zmiennych, między innymi przeciążenia auta, wagi pasażera. Obsługa gestów, systemy bezpieczeństwa. Wszystko było ze sobą powiązane.

Co by było gdyby? 

Zadałem sobie pytanie, co by było, gdyby nagle ta funkcja pompowania siedzenia przestała działać. Wyobraźmy to sobie. Auto przyjeżdża do serwisu z takim właśnie problemem. Serwisant, zanim przejdzie do jakiegokolwiek działania, musi zdiagnozować, co w tym ciągu elektroniki zawiniło. Czy to sam silnik pompujący siedzenie, czy czujnik przeciążenia, czy może czujnik wagi pasażera, a może jeszcze jakiś inny, potencjalnie niezwiązany z problemem czynnik?

Dlaczego więc, kiedy do gabinetu przychodzi osoba z bólem pleców, fizjoterapeuta miałby z marszu zastosować techniki na ból pleców? Porównywanie człowieka do samochodu u niektórych osób budzi oburzenie. I słusznie, porównanie naszego organizmu do samochodu jest absurdalne, biorąc pod uwagę poziom skomplikowania jednego i drugiego. A więc dlaczego tak często myślimy o naszym ciele w taki banalny sposób?

Bolą nas plecy → przyczyna musi być w plecach

Trzeba powiedzieć to wprost! Przyczyna tego, że pacjenta bolą plecy, może leżeć WSZĘDZIE. Posłużmy się przykładem ciągu przyczynowo-skutkowego, który wcale nie jest abstrakcyjny, bywają o wiele bardziej złożone.

Ból pleców ← wynika z nadmiernie napiętych mięśni lędźwiowych ← ponieważ mięśnie brzucha są osłabione i lędźwie muszą pracować mocniej ← gdyż pacjent ma problemy jelitowe (np. zespół jelita drażliwego) ← przyczyną tego są nietolerancje pokarmowe ← które są wynikiem nadmiernej ilości stresu ← a stres wynika z pracy, w której pacjent spędza 8 godzin dziennie i nie znosi jej.

Zauważ, że w sumie można iść dalej w tym ciągu przyczynowo skutkowym; dlaczego w ogóle on tam pracuje, skoro nie lubi tej pracy? My jednak skupiamy się na bólu pleców.

No więc wjeżdżasz w pacjenta informacją, że jego ból pleców bierze się z faktu, iż nie lubi swojej pracy. Czekaj, co?

Jeśli wydaje Ci się to dziwne, to jeszcze raz spójrz na schemat u góry. Takie rzeczy ciężko wyjaśnić fizjoterapeutom, więc jak przeciętny pacjent ma to ogarnąć umysłem? Fizjoterapeuta jest od edukacji swoich pacjentów. Dlatego trzeba im to pokazać. Skoro w takiej S klasie przyczyn jednego problemu może być wiele, to jak dużo tych przyczyn może być w momencie, gdy mówimy o żywym człowieku?

No bo co na nas wpływa? 

Wszystko. To jak się dziś wyspałeś, co zjadłeś na śniadanie, jakiego środka użyłeś do prania swoich ubrań oraz z czego zostały one wykonane, urazy, blizny, praca, znajomi, każda informacja, którą przyjmujemy i wywołuje jakąś reakcje. Powietrze, którym oddychasz. Przecież widzisz te skutki od razu na sobie.

Wiesz, że narządy wewnętrzne są powiązane z konkretnymi emocjami? Jeśli wydaje Ci się to bez sensu, w porządku, tylko zastanów się nad tym. Dlaczego tak wielu ludzi „lata” do toalety, kiedy pojawia się w ich życiu stres? Skąd się biorą motyle w brzuchu? Dlaczego na skutek psychicznych traum czujemy się źle fizycznie i odczuwamy realny ból w konkretnym miejscu?

Kiedy pojawia się jakiś czynnik stresowy, nasz organizm musi się do niego dostosować. Nie będzie zajmować się trawieniem, kiedy goni nas dzikie zwierzę. Oczywiście takie sytuacje dziś zdarzają się bardzo rzadko, ale reakcja organizmu jest identyczna. Kiedy przeżywamy stres w pracy, gdy ktoś nas krytykuje publicznie, a my chcemy się właśnie schować przed całym światem. Krytyka, pochwała, to wszystko powoduje natychmiastową reakcję. Muszą więc istnieć konkretne połączenia w naszym organizmie, aby ta reakcja mogła zajść.

Co z tym bólem pleców?

Skoro tych rzeczy, które na nas wpływają, jest tak wiele, to, skąd mamy wiedzieć, co zrobić z pacjentem, który przychodzi z bólem pleców? Czy dowolnym innym? Zgłosił on w dodatku, że problem pojawia się bez konkretnej przyczyny, trwa już długo i nie poprzedzał go żaden specyficzny uraz. Był u wielu lekarzy, terapeutów. Nic nie pomogło.

Pytanie, czy ktoś z tych lekarzy i terapeutów wcześniej jakkolwiek przyjrzał się, jak ten pacjent funkcjonuje, czy tylko zainteresowali się końcowym elementem łańcucha przyczynowo skutkowego, jakim był ten ból?

To, że ból wystąpił, oznacza po prostu, że ten człowiek przestał już sobie radzić z ilością stresu, jaka wpływa na jego ciało.

To, jak wygląda nasze zdrowie, jest wypadkową tego, jak radzimy sobie ze stresem.

Przypatrzmy się pacjentowi

Trzeba się przyjrzeć dobrze temu, jak wygląda jego życie, znowu, jak śpi, co je, jakie ma relacje z bliskimi, jak się czuje w swojej pracy. No tylko jak? Przecież mamy godzinę, pacjent nie wybierze sobie, z czym ma największy problem i określi, że go wyeliminuje, on nie zdaje sobie z tego sprawy, dlatego też jest u Ciebie. Nie będziesz też za nim chodzić i analizować jego życia.

Jak już wspomniałem, narządy są powiązane z emocjami, a reakcja jest natychmiastowa. Wszystkie inne czynniki, jak jedzenie czy dotyk, nasz organizm ciągle odbiera, interpretuje i reaguje. Jeśli znamy te zależności, co jest z czym powiązane, tak jak w tym samochodzie, jak to się dzieje, że ta poduszka się w ogóle pompuje, to jesteśmy w stanie dojść do tego, co spowodowało, że ból się w ogóle pojawił.

My nie robimy nic z bólem. Tam go fizycznie nie ma. To nasz mózg jedynie informuje nas o tym, że jest jakiś problem. Tkanki są napięte, może nie działają prawidłowo. To powoduje reakcję, którą nasz mózg interpretuje jako ból.

Możesz pomóc nie tylko pacjentom

Tych zależności jest wiele, na pewno o wiele więcej niż w jakimś aucie, ale jak je poznasz, to nie tylko pomożesz lepiej swoim pacjentom. Zauważysz też, jak wiele rzeczy na co dzień ma wpływ na Ciebie. To potężne narzędzie do poprawy jakości swojego życia, dbania lepiej o swój organizm.

Kiedy poznasz zależności rządzące Twoim organizmem, jak wpływa na niego jedzenie, emocje, dotyk, nie da się już tego odzobaczyć. Przede wszystkim nie da się już tego ignorować i zaczynasz dbać o samego siebie. Zachodzi wtedy zmiana na poziomie świadomości.