Kiedy efekty przerastają oczekiwania - czego się NIE spodziewałem po pracy na bliźnie!

Praca z blizną to moja rutyna. Moje zainteresowanie pracą z bliznami trwa niezmiennie od lat. Pewnego dnia dotarło do mnie, że mogę w ten sposób pomóc wielu osobom. Nie spodziewałem się, że zwiążę się z bliznami tak mocno, że staną się moją codziennością. Słowo rutyna brzmi raczej negatywnie i wprowadza wrażenie pracy raczej bezmyślnej i taśmowej. Nic bardziej mylnego!

Moja rutyna wynika z wieloletniego doświadczenia w pracy nad tego typu problemem. Kiedy przeprowadzam wywiad z pacjentem owo magiczne słowo nie musi nawet paść. Wystarczy pacjenta obserwować. Wiem, że część blizn łatwo zauważyć, gdy pacjent pokaże je sam. Część jest ewidentna. Trudniej dostrzec to co ukryte pod odzieżą, włosami, tatuażami, itd. Podczas analizy wizualnej, wywiadu i badania pacjenta często już wiem, że za chwilę znajdę coś co będzie miało ogromny wpływ na dalszą terapię. Intuicja mnie wtedy nie zawodzi i odnajduje bliznę.


Rutynowa praca z blizną i efekt, który przerósł oczekiwania.

Pracuję z bliznami od lat i muszę przyznać, że uważam, iż widziałem już wiele. Niewiele już robi na mnie wrażenie. Odzyskanie przesuwalności tkanek i poprawa wizualna to dla mnie zawsze mało. Wiem, ile problemów jest w tym obszarze zaklętych. Wiem też, że nieczęsto terapeuci nie zdają sobie sprawy nawet z 3/4, nie wspominając już o pacjentach.


Moją misją od zawsze było edukowanie pacjentów. Kiedyś jak miałem mało czasu a dużo pracy pytałem pacjenta - z tłumaczeniem, czy bez? Oznaczało to nic innego jak to, że będzie miał zaraz wykład akademicki i studium swojego przypadku na wszystkich możliwych płaszczyznach jego problemów. Bez, znaczyło, że biorę się ostro do pracy, bo jest jej sporo i trzeba to będzie rozłożyć na kilka odcinków niczym miniserial. Jestem przekonany, że pacjent bez zrozumienia procesu terapii nie będzie prawidłowo w niej uczestniczył. Jego udział jest niezbędny, ponieważ nagroda w pracy z blizną jest za systematyczność! Zaangażowany w terapię pacjent ma lepsze efekty terapeutyczne i staje się naszym partnerem. 

Takiego partnera w terapii miałem jakiś czas temu.

Pacjentem był alpinista i himalaista. Wielokrotnie mierzył się z ogromnymi wysokościami. Jak na ironię, do jego urazu doszło na schodach, z których upadł doznając ciężkiego urazu głowy. Uraz zagrażał jego życiu i niezbędna była operacja. Zabieg przeprowadzony za granicą, przez zespół młodych specjalistów, przebiegł pomyślnie. I tu historia miałaby prawdopodobnie koniec, gdyby do operacji doszło w Polsce.


Tak się nie stało i ze zwykłego pacjenta na dzień dobry miałem partnera w terapii. Pacjent został po operacji wyedukowany i POINSTRUOWANY przez lekarza jak ma sobie masować bliznę na głowie. Myślałem, że to się nie dzieje… Tyle lat tłumaczenia pacjentom, że to potrzebne, przydatne, korzystne. A tu człowiek, który prosi o wsparcie w pracy z blizną. Spełnienie marzeń terapeuty.

Operacja była poważna i dotyczy odbarczenia krwiaka. Czyli blizna okalała kość skroniową. Instruktaż przedstawiony przez pacjenta był prosty i łatwy do wykonania samemu. Nic ambitnego, ale był! Mało tego pacjent go stosował. Nic dziwnego, sportowcy nie mają problemu z systematycznością. Blizna była bolesna z niewielką przesuwalnością. Zaburzała czuciowo spory obszar sporą część głowy. Jako że blizna mieściła się na głowie to wpływała na resztę ciała. Pacjent pogodzony ze swoim stanem nie liczący na jakkolwiek efekt terapii. Sama terapia na receptorach nie przynosiła zamierzonego efektu, ponieważ wolne zakończenia nerwowe były uwięzione we włóknach kolagenowych i niezbędna była praca strukturalna. Mój partner w terapii nawet nie wiedział jak wspaniały grunt przygotował pod to co miało dopiero nastąpić.

Oprócz pracy z blizną specjalizuję się również w terapii narzędziowej tkanek miękkich. Czyli oprócz samych dłoni wspomagam się w pracy również dodatkowym sprzętem. Najczęściej jest to stal chirurgiczna, a narzędzia mają najróżniejsze kształty. Wszystko po to by terapia była bezpieczna, bardziej efektywna i skuteczna. Tak też stało się u mojego pacjenta. Na swojej systematycznej pracy stworzył pole popisu dla TNTM i Terapii Blizny. Przy użyciu precyzyjnych narzędzi udało się znaleźć najważniejsze restrykcje, które samą dłonią byłyby nie do zidentyfikowania. Narzędzie jako przedłużenie ręki terapeuty sprawiło, że pacjent już w trakcie wizyty odzyskał normalne czucie w całej twarzy i poprawił mu się słuch. Potem był to już tylko efekt domina, czy jak kto woli kuli śnieżnej. Sam nie dowierzałem, że efekty mogą być aż spektakularne. Nie raz poprawiał się ludziom spontanicznie słuch i czucie w okolicy blizny, ale u tego pacjenta się tego nie spodziewałem.

Swoją systematyczną pracą stworzył doskonałe warunki do terapii. Niestety sam nie był już w stanie osiągnąć więcej. Wiele razy pracowałem z takimi bliznami jak jego, z tą różnicą, że zwykle były zaspawane i toporne w terapii. Efekty przychodziły po kilku wizytach. 

Morał z tej historii jest taki, że nagroda w pracy z blizną jest za systematyczność i zaangażowanie.

Pozdrawiam serdecznie,
Marcin Zarzembłowski

Podobne wpisy

24-24-2020

Terapia Czaszkowo-Krzyżowa

6-06-2020

Dołącz do grona świadomych terapeutów! Jest nas już 270.

26-26-2020

Nasz największy i najtrudniejszy projekt. Stań się jego częścią.

3-03-2020

Nie interesuje mnie choroba, szukam tylko zdrowia!